Rosyjskie MSW przygotowało projekt przepisów, które zlikwidują dotychczasowy zakaz rejestrowania samochodów figurujących w bazach Interpolu. Warunek? Auto musi trafić do Rosji z jednego z pięćdziesięciu państw uznanych przez Kreml za „nieprzyjazne”. Brzmi absurdalnie – tak, ale dla Moskwy to zupełnie logiczne rozwiązanie narastającego problemu.
Tysiące aut w zawieszeniu
Żeby zrozumieć kontekst, trzeba cofnąć się do 2022 roku.
Po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę międzynarodowa współpraca policyjna z Rosją legła w gruzach. Organy ścigania krajów zachodnich przestały odpowiadać na zapytania rosyjskiej strony – również te dotyczące pojazdów wpisanych do międzynarodowych baz poszukiwawczych. Zdaniem rosyjskiego resortu spraw wewnętrznych, od tego czasu nie udaje się ustalić, dlaczego dany samochód w ogóle znalazł się na liście Interpolu, bo nikt po drugiej stronie nie raczy tego wyjaśnić.
Efekt? Według danych komisji Dumy Państwowej w Rosji utknęło ponad 6 tysięcy samochodów w swoistym prawnym limbo. Ich właściciele – przynajmniej ci, którzy twierdzą, że nabyli pojazdy w dobrej wierze – nie mogą ich ani zarejestrować, ani legalnie użytkować.
Rosyjski Sąd Najwyższy zwracał uwagę na ten problem już dwa lata temu, podkreślając, że przeciętny obywatel nie ma dostępu do baz Interpolu i przy zakupie nie jest w stanie sprawdzić, czy auto jest „czyste”.
W praktyce inaczej niż w teorii
Historie poszczególnych kierowców są dość wymowne. Mieszkaniec obwodu nowosybirskiego kupił w lokalnym salonie pickupa – okazało się, że pojazd widnieje w bazie jako skradziony w dalekiej Ameryce Północnej. Inna rodzina przez pięć lat zbierała na japońską Hondę, kupiła ją legalnie, zarejestrowała bez problemu – aż do dnia nieprawidłowego parkowania, wskutek czego auto trafiło na policyjny parking. Tam wyszło na jaw, że samochód figuruje w Interpolu jako kradziony w Kanadzie.
Scenariusz jest zwykle podobny: Rosjanin kupuje samochód sprowadzony zza granicy, jeździ miesiącami albo latami bez żadnych problemów, a potem przy rutynowej kontroli drogowej albo przypadkowym sprawdzeniu numeru VIN okazuje się, że pojazd jest poszukiwany. Auto przepada. Właściciel zostaje z niczym.
Rosja tworzy furtkę a inne kraje patrzą z boku
Nowe przepisy mają tę sytuację rozwiązać – przynajmniej z rosyjskiej perspektywy. Projekt resortu spraw wewnętrznych zakłada, że organy rejestracyjne będą mogły samodzielnie decydować o dopuszczeniu do ruchu pojazdów poszukiwanych na wniosek państw z kremlowskiej „czarnej listy”.
Na tej liście znajduje się pięćdziesiąt krajów i terytoriów – w tym cała Unia Europejska, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Ukraina, Kanada, Australia, Japonia, Norwegia, Szwajcaria czy Nowa Zelandia.
Ministerstwo argumentuje to dość prosto: skoro „nieprzyjazne” kraje ignorują rosyjskie zapytania, to Rosja nie ma innego wyjścia niż wprowadzenie własnych reguł gry. A gra idzie o wielką stawkę.
Szare strefy i szara przyszłość
Niezależni komentatorzy od razu zwrócili uwagę na oczywiste ryzyko. Adwokaci specjalizujący się w prawie motoryzacyjnym twierdzą, że nowe przepisy otworzą drzwi dla zorganizowanego na ogromną skalę procederu – celowego importu kradzionych aut, które w Rosji staną się magicznie w pełni legalne.
I trudno się dziwić tym obawom. Rosyjskie media wielokrotnie opisywały mechanizm, w którym samochody kradzione w Europie trafiają przez okupowane tereny wschodniej Ukrainy na terytorium Rosji.
Haczyk, o którym trzeba wiedzieć
Jest jeszcze jeden istotny szczegół. Nawet jeśli Rosja zarejestruje samochód figurujący w Interpolu, to jego status w międzynarodowych bazach zostanie taki, jaki był. Co to oznacza? Że usunięcie pojazdu z listy poszukiwawczej leży wyłącznie w gestii kraju, który zlecił wpisanie go do bazy. To oznacza, że takie auto będzie mogło się poruszać wyłącznie po terytorium Rosji. Każda próba przekroczenia granicy z państwem współpracującym z Interpolem skończy się zajęciem pojazdu i zatrzymaniem kierowcy.
Innymi słowy – Rosja tworzy obieg zamknięty. Kradzione pojazdy praktycznie z pewnością nigdy stamtąd nie wyjadą. A pierwotni właściciele w Europie, Ameryce czy Azji? Mają związane ręce.
Co to oznacza dla Europy
Trudno nie zauważyć, że te przepisy wpisują się w szerszy wzorzec. Począwszy od inwazji w 2022 roku, Rosja systematycznie lekceważy normy prawa międzynarodowego – w tym prawo własności. Dotyczy to zarówno majątków prywatnych, jak i aktywów zagranicznych firm, które zostały nielegalnie przejęte natychmiast po wprowadzeniu sankcji.
Wychodzi więc na to, że legalizacja pojazdów poszukiwanych przez Interpol to kolejny element tej układanki.
Dla europejskich właścicieli samochodów, którym skradziono auto, praktyczne konsekwencje są przygnębiające. Nawet jeśli ich pojazd zostanie zlokalizowany na terytorium Rosji, to w rzeczywistości odzyskanie go jest w zasadzie niemożliwe, a już z pewnością nieuzasadnione ekonomicznie.
Nowe rosyjskie przepisy mogą wręcz zachęcić przestępców do kierowania kradzionych aut właśnie na wschód, gdzie czeka na nie bezpieczna przystań z państwową pieczątką.








