Łom, śrubokręt, wybita szyba – to już przeszłość. Dzisiejszy złodziej samochodów podchodzi do celu z niewielkim elektronicznym gadżetem, który z wyglądu przypomina zabawkę – małą, przenośną konsolę do gamingu. Minutę później odjeżdża Twoim autem i nie pozostawia najmniejszego śladu włamania. Tak działa kradzież „na Bułgara”, nowa metoda, która wywraca do góry nogami wszystko to, co myśleliśmy o zabezpieczeniach.
Zabawka, którą kradną samochody
Wygląda jak stara konsola Nintendo, trzymana przez gracza, który stoi tuż przy Twoim aucie. Nikomu nie przyszłoby do głowy, że to nie sposób na zabicie czasu, a zuchwała kradzież.
To właśnie „bułgarski Game Boy” – elektroniczne urządzenie ukryte w plastikowej obudowie imitującej retro konsolę. W środku znajduje się jednak coś więcej niż stary chipset – to zaawansowany komputer generujący specjalne kody. Nazwa pochodzi od miejsca produkcji – Bułgarii, gdzie firma oficjalnie sprzedająca narzędzia dla serwisów stała się dostawcą dla przestępczego światka.
Koszt? 20 000 Euro. Starty? Idą w miliony, gdyż problem dotyczy wszystkich samochodów wyposażonych w system bezkluczykowy. Czy jesteś na niego narażony? Tak, jeśli masz ten system i tak, jeśli ludzie postronni mają dostęp do Twojego zamkniętego pojazdu.
Jak działa złodziejski Game Boy w praktyce?
Sposób działania w przypadku kradzieży na bułgara jest przerażająco skuteczny w swojej prostocie.
Złodziej podchodzi do wybranego wcześniej auta i kilkakrotnie próbuje pociągnąć za klamkę. System pojazdu rejestruje te próby i stwierdza, że osoba stojąca przy drzwiach nie ma przy sobie odpowiedniego pilota.
I teraz zaczyna się kłopot: mała przenośna konsola zaczyna bombardować auto kodami serwisowymi – tymi samymi, których używają mechanicy w autoryzowanych warsztatach, gdy klient zgubi wszystkie klucze. Wcześniej jednak złodziej specjalizujący się w kradzieży samochodów musi wybrać odpowiedni model pojazdu w menu urządzenia.
Ile to trwa?
Niewiele, bo od kilkunastu sekund do kilku minut. Urządzenie informuje złodzieja o sukcesie wibracją, a właściciela auta – pustym podjazdem lub miejscem w garażu. To spory problem dla służb, bo tak krótki czas w zasadzie uniemożliwia podjęcie szybkiej reakcji.
Czym różni się to od kradzieży samochodów „na walizkę”?
Do niedawna po Polsce szaleli złodzieje się z walizką, która była duża, nieporęczna i wymagała nieco innej organizacji działań.
W przypadku archaicznej już walizki muszą działać co najmniej dwie osoby. Pierwsza odnajduje właściciela wraz z jego kluczykiem – czy to w centrum handlowym, gdzie poszedł na kawę, czy pod domem w nocy w pobliżu kluczyka – a druga stoi przy samochodzie z odbiornikiem i wzmacnia sygnał wysłany przez pilota, oszukując auto, że legalny kluczyk jest w pobliżu.
Metoda „na Bułgara” eliminuje konieczność kontaktu z kluczykiem właściciela. Wystarczy jedna osoba i odpowiednie urządzenie. Przestępca nie musi wiedzieć, gdzie znajduje się pilot – może być w kieszeni właściciela, w domu, w sejfie. I to sprawia, że ten elektroniczny system działa na prawie każdą markę i model, a złodziej może zdecydować się na uruchomienie w zasadzie każdego auta.
Najbardziej zagrożone marki i modele
Szczególnie podatne na tego typu ataki są pojazdy japońskich i koreańskich producentów: Toyota, Hyundai, Kia, Mitsubishi. Przyczyną jest stosowanie systemów szyfrowania firmy Texas Instruments oraz protokołu DST80, które zawierają luki w zabezpieczeniach.
Niepokojące jest regularne aktualizowanie oprogramowania bułgarskiej „konsoli”, ponieważ baza obsługiwanych modeli stale się rozszerza. Według szacunków ekspertów obecne wersje sprzętu są w stanie otworzyć i uruchomić około 60% nowych pojazdów sprzedawanych w Europie Środkowej. Samo to zdanie jeży włosy na głowie.
Co potem? To, co zawsze: większość skradzionych aut trafia do nielegalnych punktów demontażu, gdzie są rozbierane na części, a część do państw, w których prawa własności nie są respektowane.
Fabryczne zabezpieczenia nie wystarczą na złodzieja samochodów
Metody skuteczne wobec kradzieży „na walizkę” – takie jak przechowywanie kluczyka w metalowej obudowie lub owijanie go folią aluminiową – można wrzucić do kosza, bo są bezużyteczne wobec urządzenia generującego kody serwisowe. Przestępca w ogóle nie musi mieć kontaktu z pilotem właściciela.
Specjaliści od zabezpieczeń rekomendują mechaniczne blokady – kierownicy, skrzyni biegów lub pedałów. Choć są kłopotliwe w codziennym użytkowaniu, skutecznie zniechęcają przestępców, którzy wolą poszukać łatwiejszego celu.
Bardziej zaawansowanym rozwiązaniem jest montaż dodatkowego immobilisera podłączonego do magistrali CAN. Taki system uniemożliwia uruchomienie silnika nawet po odblokowaniu drzwi. Niektóre warianty są wyposażone w systemy alarmowe, które aktywują się przy próbie odpalenia auta bez autoryzacji.
Warto również rozważyć instalację systemu lokalizacji GPS odpornego na zagłuszacze sygnału – urządzenia, którymi dysponują zorganizowane grupy przestępcze.
Parkowanie w miejscach publicznych zwiększa ryzyko
Na kradzież „na Bułgara” szczególnie narażeni są właściciele pozostawiający pojazdy na osiedlowych parkingach, przed centrami handlowymi oraz w innych miejscach publicznych bez profesjonalnej ochrony. Duże skupiska ludzi paradoksalnie działają na korzyść przestępcy – w tłumie nikt nie zwraca uwagi na osobę stojącą przez chwilę przy samochodzie, która wydaje się jedynie stukać w ekran swojej przenośnej konsoli do gier.
Tym samym nawet osławiony już monitoring z reguły nie stanowi żadnej skutecznej bariery. Bo nawet jeśli kamery zarejestrują zdarzenie (a zazwyczaj samo to jest w zasadzie niemożliwe, gdyż cały proceder trwa raptem chwilę), to identyfikacja zamaskowanego sprawcy jest bardzo trudna.
Co jeszcze? Kradzież przeprowadzona tą metodą nie pozostawia żadnych śladów mechanicznych poza elektroniką. Brak tu wybitej szyby i szkła, uszkodzonego zamka czy innych oznak włamania. Właściciel często przez pierwszą chwilę zastanawia się, czy na pewno zaparkował pojazd we właściwym miejscu. O pozytywnym przebiegu kradzieży dowie się dopiero po chwili.
Metoda dyskretna, ale brutalna
Właśnie ta dyskretność połączona z brutalną prostotą sprawia, że metoda „na Bułgara” tak szybko zyskuje popularność w środowisku przestępczym. Jest szybka, nie wymaga współpracy wielu osób ani skomplikowanej logistyki, a przede wszystkim – jest absolutnie skuteczna wobec dużej części pojazdów dostępnych na rynku.
Ostrzegamy: właściciele aut należących do zagrożonych marek, którzy parkują w miejscach publicznych, i którzy mają system bezkluczykowy, powinni rozważyć instalację dodatkowych zabezpieczeń mechanicznych lub elektronicznych. Standardowe systemy fabryczne nie gwarantują ochrony przed tą metodą kradzieży!








